[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | DALEJ ]     


» MIECZE VALDGIRA | ASF Gdańsk 1991 | Przygodowa «

Moim pierwszym komputerem jaki posiadałem było stare Atari XT/XE. Gier miałem dużo: zręcznościówki, przygodówki, platformówki, logiczne, sportowe i różne inne. Całe sześć kaset zapełnionych grami. Jedna taśma była jednak wyjątkowa, bo zawierała same najlepsze polskie gry. Były tam tytuły takie jak Klątwa czy Neron, ale tylko jedna mnie zachwyciła. Mowa o grze Miecze Valdgira.

Na komputer Atari XT/XE powstawało sporo gier przygodowo-platformowych, a większość z nich była produkcji polskiej. Podobnie było z Mieczami Valdgira. Proste połączenie platformówki z przygodówką, poruszamy się z widokiem "z boku" jak w zwykłych platformówkach, ale wykonujemy też różne zadania typu zrób-przynieś-pozamiataj jak w przygodówkach. Gra została wydana przez firmę ASF Gdańsk w roku 1991 i przyniosła autorom wieczną sławę. Mówiąc krótko stała się wielkim hitem wśród polskich gier komputerowych. Standardowo zacznijmy od początku.

O fabule słów kilka.

Fabuła jest niezwykle krótka, gdyby dziś powstała jakaś gra z tak płytką fabułą to zostałaby z pewnością okrzyknięta gniotem wszech czasów. W momencie wydania Mieczy jednak zachwycała ona swoją obecnością i pozwalała wczuć się w grę. A cała historia brzmi tak:

Władca jakiegoś zamku odszedł do lepszego świata, a nad królestwem władzę objęły demony. Podczas tego zamieszania w pułapkę wpadł karzeł o imieniu Aldir i nie może opuścić zamczyska. Aby wydostać się na wolność musi znaleźć pięć mieczy porozrzucanych po różnych komnatach i zanieść je wszystkie do pomieszczenia z pentagramem.

To tyle jeśli chodzi o fabułę. My wcielamy się w postać karła Aldira, po drodze do końca gry wykonać będziemy musieli dziesiątki zadań, aż w końcu znajdziemy wszystkie miecze i uwolnimy królestwo od zła z piekła rodem.

Wysadzamy ściany i robimy zupkę.

Zadania w grze są dość proste i nie wymagają zbytnio korzystania z solucji czy innych pomocy. Wszystkie polegają na zbieraniu przedmiotów i używania ich w innych miejscach. Wszystkie są logiczne i dość łatwo domyślić się co do czego mamy dopasować. Gdy znajdziemy dynamit i detonator, a drogę zawadza nam duża ściana, to rozwalamy ją całym tym sprzętem. Gdy znajdziemy sztylet, a na naszej drodze stoi smok, to go sztyletem zabijamy. Gdy spotykamy czarodziaja robiącego eliksir to zanosimy mu wszystko co może mu się przydać (skrzydło nietoperza, grzyb, łuska smoka, itp.). Najgorsze jest jednak to, że musimy się nieźle nachodzić, bo znajdziemy większość przedmiotów jest umieszczonych tak, że pasują dopiero w miejscu kilka kilometrów dalej. A zamek jest dość duży i nachodzić się trzeba, aby skończyć grę, w sumie odwiedzimy ponad sto różnych komnat. Oczywiście Aldir nie ma kieszeni o nieograniczonej pojemności i może jednocześnie nosić tylko siedem przedmiotów i nie ma znaczenia czy mamy zwykłe zapałki, czy też łopetę, zawsze zajmujemy jedno miejsce w ekwipunku. Ja jednak nie miałem nigdy z tym problemów i nie brakowało mi miejsca w "kieszeni".

Na ukończenie gry nie trzeba dużo czasu, pierwszym razem grałem od rana do późniego wieczora. Dziś na ukończenie całości wystarczają mi dwie do trzech godzin. Trochę mało, ale i tak potrafi cieszyć.


A przeciwnicy są głupi.

Naszymi przeciwnikami będą przeróżne demony o dość dziwnych kształtach. Jedne wyglądają jak drewniane beczki, inne jak nietoperze, a jeszcze inne to po prostu jakieś gwiazdki, kreski i kwadraciki. Wszystkie mają oczywiście zerowy poziom inteligencji i poruszają się trasą wyznaczoną przez autorów. W każdej komnacie spotkamy jeden rodzaj potworów latających nieco inną trasą. Trochę za bardzo ułatwia to zabawę, bo zwykle wystarczy stanąć na brzegu komnaty i cisnąć przycisk Fire do momentu aż zabijemy wszystkich. Dodatkowo każdy potwór poza wyglądem nie różni się niczym i na każdego wystarczy jeden trafiony strzał, aby go zabić.

Do wyeliminowania zagrożenia posłużą nam kule ognia, którymi karzeł pluje na wszystkie strony. Poza strzelaniem Aldir może skakać, biegać i oczywiście podnosić oraz używać przedmioty. Sterowanie jest zatem proste i dobrze, bo to w zupełności wystarczy.

A czym są te piksele?

Jak na możliwości komputera Atari XT/XE Miecze Valdgira prezentują się dość dobrze, ale nie rewelacyjnie. Przez większość gry oglądamy kamienne ściany i schody zamku, później odwiedzamy podziemia i okolice zamku. Czasami trudno jest się domyślić czym jest kupka pikseli służąca za przedmiot, ale na szczęście autorzy podpisali każdą taką rzecz nazwą. Całkiem ładnie wygląda sam Aldir i postaci, które spotyka.

W oczy trochę kłuje całkowity brak tła. Od czasu do czasu zauważymy jakąś pajęczynę czy stojące beczki, ale nic wiecej. Dodatkowo animacje też są nieco ubogie, choć nie odstraszają. Po prostu jest ich nieco mało, bo jedynie Aldir i demony się poruszają. Nawet smok stoi ciągle nie ruchomo, a po zabiciu go od razu znika, tak jakbyśmy przebili wielki balon, a nie prawdziwego smoka.

Ogólnie oprawa graficzna jest średnia, wszystkie grafiki, które zostały zawarte w grze są ładne, ale jest ich mimo wszystko nieco za mało.

Ale fajoska muzyka.

Oprawa audio to niestety w przypadku Mieczy Valdgira poważny błąd. Podczas gry nie usłyszymy żadnego dźwięku. Nie ma żadnych odgłosów kroków, strzelania, skakania, zabijania potworów czy podczas wykonywania innych czynności. Jedynie słabej jakości muzyczka przygrywa nam w tle. Kiedyś nie zwracałem na to uwagi, ale gdy uruchomiłem grę jakiś czas temu ponownie to po około dziesięciu minutach zaczęła mi przeszkadzać ciągle powtarzająca się ta sama kiepska melodia. Ostatecznie wyłączyłem głośniki.

No to kończymy i do widzenia.

Pora kończyć tą recenzję. Gra Miecze Valdgira to prawdziwy klasyk wśród gier komputerowych i zagrać w nią powinien każdy szanujący się gracz. Szkoda tylko, że nie została wydana na żadną inną platformę poza Atari XT/XE, więc jeśli ktoś chce sobie zagrać to musi albo załatwić sobie jakiś emulator, albo ten stary komputer i taśmę z Mieczami.

Gra poza kiepską oprawą audio jest bardzo dobra i nawet płytka fabuła, czy słabe animacje nie przerażają i można się świetnie bawić nawet dziś. Polecić mogę ją każdemu kto ma chwilę wolnego czasu i fanom zarówno platformówek jak i przygodówek.

Ocena: 8+/10

 

Plusy: Minusy:

+ grafika
+ logiczne zagadki
+ bardzo dobre połączenie platformówki z przygodówką

- oprawa audio

lukasz050792



[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | GÓRA | DALEJ ]